Na podwórku, po środku, stoi drobne, jasnowłose dziecko, stoi cicho i bez ruchu.
Czego chcesz dziecko?
Ja chcę umrzeć.
Na okładce szarość. Molo, na którego końcu, zwrócona twarzą do wody stoi kobieta. Jest w tym jakaś koszmarna ostateczność, bo w tej wyprostowanej postawie i równo skrojonym kostiumie jest jakiś rodzaj decyzji. Choć przecież nie znam jeszcze ani kobiety ani kraju o jakim będę czytała.
Może ta burza, która ma się rozpętać jest niezbędna do następnego kroku. Jakby iść dalej tą analogią to wrześniowe burze, w których epicentrum wciąż tkwię - są oddechem. To znaczy oddech pojawia się później. Jednak pojawia się. Ten haust powietrza. Trzeźwość. I decyzyjność właśnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz