piątek, 16 września 2011

Bernhard się kurczy w moich rękach.
Ten przeskok, a raczej płynne przejście raczej, niż skok żabi - to poczucie, że uszaty fotel zawsze stoi w kącie i że taki rodzaj emocji też musi się wypalić.
egzystencja podpatrzona - pisze. W istocie podpatrzona, ale nie zazdrosnym okiem. Tylko z ulgą.
Bilans zysków i strat robiony przy każdym odchodzeniu i przychodzeniu gdzieś pod koniec tygodnia jest dziwną mieszaniną wątków zakwitłych w głowie. Niektóre z nich nie przetrwają do rana i przestają mieć znaczenie. Z kolei inne - rozpleniają się i wieszają się swoimi małymi łapkami na sznurkach przy piecu i usychają powoli, powili. Bez klasy.
Co z tego zostaje na później. Uszaty fotel jest oczywiście przepotworną metaforą. Jest punktem widzenia i punktem wyjścia. Jak jednak niezauważalnie posadziliśmy tam tyłek?
Trzydzieści z okładem lat, jakie opisuje Bernhard stają się powolną a jednak nieuniknioną drogą to tego punktu właśnie. To siedzenie nie może być przecież wygodne, jest obciążone. Jest pewną konsekwencją.
Mój fotel nie ma tylu lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz