Kolekcjonuję pierwsze zdania z książek...
Podczas gdy wszyscy czekali na aktora, który obiecał, że po premierze "Dzikiej kaczki" wpadnie około wpół do dwunastej na kolację na Gentzgasse, ja z tego samego uszatego fotela, w którym na początku lat pięćdziesiątych nieomal codziennie przesiadywałem, obserwowałem małżeństwo Auersbergów i pomyślałem, że przyjmując od nich zaproszenie, popełniłem poważny błąd.
Myślę, że po czymś takim - trudno jest spodziewać się, że z uszatego fotela nie da się zaobserwować więcej niż chce się zaobserwować. Ta wnikliwość i uważność. Trzymanie się też drugiej strony, która właśnie roboczo może być nazwana pozycją z uszatego fotela.
Mój przyjaciel z listów nie pisze już listów.
Za to ja wciąż czytam pierwsze zdania z książek i wiem, czy będę damą na tym balu, czy jednak wybiorę chmurną zadumę w uszatym fotelu.
Zapchał mi się mózg od codzienności i wykonywanych zadań. Dlatego te wycinki z Bernharda były SĄ jakimś oddechem. Powstaniem z martwych. Te automatyczne otwierania i zamykanie za sobą drzwi. Ruch ręki i znów bałagan na środku stołu. Marsze od do. A może stylistyka wyparcia.
No dobrze, powiedziałeś pisz - piszę więc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz